Tegoroczne wakacje nie należały do udanych - na plaży totalny brak bursztynów (może dlatego, że zaaresztowano ich szefa? ).
Po kilku pierwszych spacerach postanowiliśmy dać za wygraną.
Nadmiar wolnego czasu w pełnym słońcu zaskutkował ćwiczeniami praktycznymi z technik witrażowych.
Pierwszym krokiem było osuszenie butelek ( najchętniej tych z bursztynowymi trunkami).
Następnie pozwoliliśmy morzu robić swoje ... przez następnych 10 lat.
Ostatecznym etapem jest udawanie,że Fimo jest cyną , miedzią albo ołowiem...
Chmury nie muszą udawać ołowianych.
A tyle tam tego piasku było...W przyszłym roku zacznę od kroku zero .

